Wszystko co dobre, szybko się kończy.
Gdy w Przemyślu, na Wincentiadzie miała wystąpić prawdziwa rockowa gwiazda, pan Zbigniew Wodecki
ja już byłem w Cieszanowie. Niedziela, choć powitała nas słońcem, to kłębiące się czarne chmury zwiastowały nadchodzący deszcz. Cóż, nawet niebo płacze z powodu zakończenia festiwalu. Za to na festiwalu zagościła telewizja Rzeszów i kamerowała pięknie ten dzień, niestety jak na razie, trafiłem przypadkiem tylko na Lao Che, ale moze się kiedyś doczekamy więcej. Póki co świeciło sobie słoneczko, a ja dotarłem na zespół, który kompletnie powalił mnie na łopatki! Jednym utworem.
Kabanos, Cieszanów Rock Festiwal, 26.08.2012r
Pamiętacie filmy Stanisława Barei? W dużym skrócie – smutna, szara rzeczywistość w bardzo śmiesznym, pastiszowym opakowaniu. I gdzieś myśl w głowie – kurcze, to jest najszczersza prawda. Słuchając zespołu Kabanos, ja osobiście mam dokładnie takie same wrażenia. Bo niby wszystko proste, bo mocno przyśmiewcze, ale jednocześnie smutne i prawdziwe. (wiem, wiem – smutne i przyśmiewcze się na pierwszy rzut oka wyklucza – ale czy na pewno?) Ale zostawmy te rozterki natury duchowej – Kabanos daje czadu. Prawdziwego, spontanicznego i szczerego. Muzyka, którą bardzo trudno zdefiniować, w której słychać inspiracje od punku, przez rock i metal, do bardzo alternatywnego wręcz brzmienia. To muzyka, przy której człowiek naprawdę świetnie się bawi – bardzo energetyczna i bardzo, bardzo swieża. Nie znałem tej kapeli, więc nie wiem jaką zagrali set listę, po koncercie nabyłem, drogą zakupu ich album „Kiełbie we łbie” i wiem, że z tego albumu pojawiło się trochę muzyki, zwłaszcza utwór, którym zespół powalił mnie na kolana. I od czasu festiwalu, stał się moją piosenką przewodnią
(a kto oglądał kiedyś serial Ally McBeal będzie wiedział o co chodzi)
Byłbym bardzo niesprawiedliwy, gdybym miał oceniać tę kapelę na podstawie tego jednego utworu i dlatego bardzo Was proszę, abyście również ich nie oceniali po tym jednym utworze. Warto zapoznać się z ich płytami i co najważniejsze, warto udać się na koncert – bo takiej dawki dobrej energii, okraszonej szczyptą inteligentnego humoru i przyprawionej sporą dawką całkiem niezłej muzyki. Zresztą zobaczcie sami – jeden obraz, tysiąc słów.
Kabanos w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ] | [ you tube ]
Lao Che, Cieszanów Rock Festiwal, 26.08.2012r
O Lao Che za duzo pisać nie trzeba. Moim zdaniem, to swoisty fenomen na polskiej scenie muzycznej. Niby z dala od mainstreamu, ale jednocześnie przebojowo i muzycznie naprawdę genialnie. Miałem już okazję być na ich koncercie w klubie, i wtedy byłem pod ogromnym wrażeniem. Tuż po wydaniu świetnej płyty Gospel, chłopaki na żywo brzmieli jeszcze lepiej. W między czasie pojawiła się płyta Prąd Stały / Prąd Zmienny w której ja osobiście się zakochałem (choć ta płyta nie miała szczególnie dobrej prasy) i po genialnym koncercie akustycznym w Trójce, obiecywałem sobie, że muszę po raz kolejny zobaczyć zespół na żywo. Okazja się trafiła w Cieszanowie. I choć utworów z DC/AC było co kot napłakał, to koncert Lao Che w moim prywatnym rankingu był najlepszy zarówno w ostatnim dniu festiwalu jak i w całym trzydniowym maratonie muzycznym. Bo Lao Che to coś więcej niż świetna muzyka, inteligentne teksty i trudne tematy. Lao Che to pasja. Zaczęli od Astrologa, potem klasyczna mieszanka gospelowo – prądowa, a na koniec powstańcze śpiewanie. To ostatnie zrobiło na mnie kolosalne wrażenie, bo jestem fanem płyty Powstanie Warszawskie i utwory na żywo, wypadają po prostu genialnie.
Każdy festiwal ma niestety jedną wadę. Ograniczenia czasowe dla zespołów (no może poza grającymi na końcu) i bardzo tego żałuję, bo chciałbym, by ten koncert trwał o wiele dłużej. Nawet padający deszcz na koniec nie był w stanie zepsuć wrażenia. A odśpiewane z publicznością Hydropiekłowstąpienie oraz Stare Miasto, to po prostu magiczna, cudowna chwila, którą chciałoby się przedłużać w nieskończoność. Bardzo zabrakło mi Dłoni z DC/AC, bardzo zabrakło mi Zrzutów z Powstania Warszawskiego ale i tak to co było, to najlepsze muzyczne zdarzenie na cieszanowskim festiwalu w 2012 roku. Co ciekawe, trafiłem na niezapowiadaną relację z tego koncertu w telewizji Rzeszów w okolicach listopada chyba, szkoda, że nie była zapowiedziana, bo naprawdę jest co oglądać. Mam nadzieję, że będą jakieś powtórki.
Lao Che w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

Coma, Cieszanów Rock Festiwal, 26.08.2012r
Na koniec zostawiłem sobie jeden z moich ulubionych Polskich zespołów. Choć z żalem muszę stwierdzić, że niestety od moich ostatnich wpisów na temat czerwonej płyty, czy solowych dokonań Roguca, niewiele się zmieniło i chłopaki na razie u mnie nadal są mocno pod kreską. Cieszanowski koncert nie zmienił tego, a jedynie utwierdził w tym przekonaniu. I muszę, po prostu muszę w tym miejscu zapytać wszystkich zachwyconych czerwoną płytą – gdzie jest ta niby świetna Coma? Jeden utwór zagościł na trójkowej Liście Przebojów. Jeden jedyny utwór o którym sam napisałem, że to jest Coma, jakiej chce się słuchać. A gdzie reszta? I mam wrażenie, że chłopaki, może trochę podświadomie, sami wiedzą ze coś jest nie halo. Bo koncert w Cieszanowie, choć w dużej mierze składał się z utworów z czerwonej płyty, to były one mocno przearanżowane, mocno wydłużone i mocno ostrzej zagrane. I choć osobiście uważam, że jest to po trosze kpina ze sluchacza, który nabywając płytę, dostaje, mówiąc kolokwialnie, popłuczyny tego, co zespół jest w stanie normalnie nagrać, to przynajmniej na koncercie, te utwory odrobinę się bronią. Zwłaszcza zagrany jako opener 0Rh+, bo choć i na płycie on się lekko wyróżnia na plus, to jego koncertowa mocno wydłużona wersja, z narastającym klimatem i eksplodującym w finale tłem, to całkiem udana wersja. Potem było gorzej. Jutro, Rudy, Białe krowy, choć również w zmienionych i lekko wydłużonych aranżach nie zachwycają, nie pomoże im niestety najlepsza nawet oprawa świetlna – a ta w przypadku tego koncertu, trzeba przyznać była na najwyższym poziomie. Świetne światła, stroboskopy i lasery. Pod tym względem Coma to dziś czołówka. Także brzmienie było zrealizowane na najwyższym poziomie. Nie, żeby podczas całego festiwalu było kiepsko – wręcz przeciwnie, cały festiwal zasługuje na oklaski za jakość dźwięku, ale podczas koncertu Comy było jeszcze lepiej. Następnie chwila na to co znamy, czyli System, kawałek za którym niespecjalnie przepadam i Skaczemy – no tu wróciła stara dobra Coma. Nie ma chyba osoby, która po tym kawałku nie jest spocona jak szczur. Następnie powrót do czerwonego albumu w postaci Deszczowej Piosenki i Angeli. Niestety powrót niepotrzebny, masakryczny i powiem krótko – słaby. A na koniec Pierwsze wyjście z mroku, oczywiście zaśpiewane z publicznością, Transfuzja – która broni się zawsze, choć przyznam, że bywałem już na koncertach, gdzie brzmiała dużo lepiej i Świeta. I koniec. Cytują mojego kumpla „dupy nie urwało”. A nawet rzekłbym – kicha. Cóż, utwierdziłem się niestety w przekonaniu, że po czerwonej płycie, chłopaki nieprędko dostaną ode mnie jakąkolwiek kasę za koncert, bo nie warto. Chyba, że wrócą do grania jak po Hipertrofii, gdzie potrafiłem pojechać ponad 350 km, żeby ich zobaczyć na koncercie. 7 razy
I jeszcze dwa słowa na koniec. Podczas koncertu nad Cieszanowem przeszło oberwanie chmury i zostali tylko najwytrwalsi fani, którzy aż dziw bierze, nie pochorowali się po tym, dlatego panowie z zespołu – warto chyba nie zwlekać z pojawieniem się na scenie, warto mieć jakiś szacunek dla swoich fanów i nie gwiazdorzyć, gdy z nieba leje deszcz, a Wy czekacie 15 minut, mimo, że wszystko jest gotowe. Nie ładnie moim zdaniem i tyle.
Coma w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]
Pełny Line-Up trzeciego dnia festiwalu:
15:00 – 15:30 – Laureat przeglądu
16:00 – 17:00 – Kabanos
17:30 – 18:10 – Kuki Pau
18:40 – 19:55 – Farben Lehre
20:20 – 21:35 – Lao Che
22:00 – 23:15 – Coma
23:45 – 01:00 – Indios Bravos
Podsumowując tę trzydniową imprezę muzyczną, muszę napisać, że bardzo się cieszę, że jest w regionie takie wydarzenie. Świetna atmosfera, bardzo dobre zespoły, atrakcyjne ceny i dużo dobrej muzyki – czy trzeba coś więcej, aby dobrze pożegnać wakacje? Kibicuje organizatorom, żeby wytrwali w tym co robią, żeby ten festiwal trwał jak orkiestra Owsiaka – do końca świata i o jeden dzień dłużej, marzę sobie, że w tym roku znów uda mi się tam spędzić trzy dni z muzyką i mam głęboką nadzieję, że władze miasta Przemyśla, kiedyś w końcu wezmą przykład z Cieszanowa i pozwolą nam się cieszyć muzyką i atmosferą takich koncertów u nas w mieście, zamiast robić konkurencyjną Wincentiadę w tym samym czasie i zapraszać na nią Zbigniewa Wodeckiego (i absolutnie nie mam nic do pana Wodeckiego) – bo w ten sposób nie zatrzymają ciągłego odpływu młodych z naszego miasta.
Na koniec pragnę gorąco podziękować organizatorom festiwalu, a zwłaszcza panu Wojciechowi Swizdorowi za umożliwienie mi bycia na festiwalu trochę od wewnątrz, mojej firmie a zwłaszcza mojej szefowej pani Joannie Gajewskiej, że pozwoliła mi połączyć pracę z pasją i a także wszystkim czytelnikom mojego bloga – za to że jesteście i czytacie. Mam nadzieję, że w kolejnym ro(c)ku będziecie również.
/< ! ^' "|" @













Sacrifer – Valhalla Is For Me
.jpg)

.jpg)



Najnowsze komentarze